Kreta posiada bogatą historię polityczną, ale ostatecznie stała się częścią Grecji, co daje się zauważyć również w kuchni. Królują w niej oliwki, które osobiście uwielbiam. Przemierzając Kretę wzdłuż północnego jej wybrzeża, dało się niejednokrotnie zauważyć gaje oliwne. Oczywiście oliwki i wytłoczona z nich oliwa Extra Virgin, są nieodłącznym składnikiem tzw. “sałatki greckiej“, którą serwuje każda tawerna. Kosztując tego śródziemnomorskiego przysmaku przy każdej nadarzającej się okazji, doszłam do wniosku, że najlepszą podają w knajpce z tarasem i widokiem na morze oddalonej o kilka kroków od naszego hotelu.


Sylwia i miejscowe jedzenie

Obydwoje wychodzimy z założenia, że najlepiej na wakacjach zajadać się kuchnią miejscową, bo przecież jest to także nieodłączny element krajobrazu w tym przypadku wyspy Krety. Na szczęście także jedzenie, które podawano nam w hotelu, oprócz tego że było całkiem przyzwoite zawierało elementy rodzimej kuchni.
Kuba gustował raczej we wszelkich gyrosach i souvlakach, które głośno chwalił, chyba że trafiła się mu wersja barania zamiast wieprzowej, wtedy trzeba było mu pomagać w zjadaniu takiego obiadu. Za to w pewnej miłej tawernie, położonej na ostrym zboczu wpadającym wprost do morza, przyszło mi do głowy by zjeść potrawkę z kozy w pomidorach, i muszę przyznać że była całkiem w porządku!


Widok z tawerny Kawa w tawernie

Trafił nam się akurat rok urodzaju kalmarów. Przynajmniej tak wynikało z informacji od Pani, która podawała w hotelowym barze. Rzeczywiście ich cena w menu nie była wygórowana, a dla wielbiciela owoców morza, w tym przypadku mnie, stanowiła nie lada gratkę. Po za kalmarami, uległam jeszcze wielokrotnie łakomstwu w kwestii zjadania krewetek lub ryb. Spodziewam się że najprawdopodobniej był to czysty fart, ale wszędzie karmili nas wyśmienicie! Nie sposób nie wspomnieć znakomitych pomidorów i papryk, które nadziewano ryżem i podawano zapiekane.
Do każdego dania zawsze i wszędzie serwowano nam różne gatunki pieczywa, które było zawsze świeże i chrupiące.
W kwestii deserów również tutaj popularna była niewiarygodnie słodka bakława, za to lody podane w pewnej kafejce w Rethymnonie długo zapadną nam w pamięci.


Lody w Rethymnonie

Ponieważ obydwoje jesteśmy amatorami kolorowych napojów alkoholowych, co wieczór urządzaliśmy sobie rejsy po okolicznych kafejkach, kończąc zwykle w barze hotelowym.


Jakub i drink :)

Jak się okazało, drink drinkowi nie równy, chociaż nazwa i składniki powinny być te same. Najlepsze podawał zdecydowanie barman z naszego hotelu! Do obiadu oprócz fantastycznie zamrożonej “mineralnej” piliśmy Zorbas Beer, a późnym popołudniem po powrocie z plaży odpowiednio schłodzoną retsinę, której jestem amatorką.
Kuchnia Krety uwiodła nas zupełnie, jak mówi stare porzekadło “przez żołądek do serca”!


Brak komentarzy

Brak komentarzy...

Komentarze w RSS

Dodaj komentarz