Ostatniego dnia wieczorem, wyruszyliśmy na zakupy.

Ostatni spacer i zakupy Ostatni spacer i zakupy Ostatni spacer i zakupy

Wcale nie czułam, że jutro rano trzeba będzie wsiąść najpierw w autobus do Chani, a potem samolotem opuścić Kretę, która stała się dla mnie synonimem mojego osobistego raju. Kuba podzielał całkowicie moje odczucia, bo cały czas miał niewyraźną minę. Wszystko tutaj było takie jak wyobrażaliśmy sobie, lub jeszcze lepsze i piękniejsze. Polubiliśmy nawet wyjątkowo głośne cykady, których pojedyncze okazy siedziały czasem leniwie na naszym balkonie w hotelu. Tego wieczoru Kuba zaskoczył mnie podarowawszy mi pierścionek. Powiedział, że za każdym razem kiedy na niego spojrzę, zobaczę niebieskie morze i płowe wysokie góry Krety.

Pakowanie uprzyjemniliśmy sobie niezastąpioną, lodowato zimną retsiną
Rano w nostalgicznych nastrojach poszliśmy na śniadanie. Dziwne uczucie, kiedy robi się tę samą czynność przez dłuższy czas, a potem przychodzi moment kiedy ma się świadomość, że ten raz jest ostatni.

Oczekiwanie na przyjazd autobusu Oczekiwanie na przyjazd autobusu

Zadzwoniliśmy do Polski z zapytaniem jakiej pogody mamy oczekiwać. Wiadomość nas lekko rozśmieszyła: pochmurno, ale ciepło…21 C. Dla nas to był prawie mróz!

Podróż na lotnisko Podróż na lotnisko

Na lotnisku w Chani nie obyło się bez kłopotów. Obsługa zgubiła listę pasażerów naszego samolotu , co w rezultacie opóźniło lot o prawie godzinę. Nad lotniskiem cały czas latał śmigłowiec, który czerpał wodę z basenu. Ponad czterdziestostopniowe upały spowodowały liczne pożary na wyspie. Z płyty lotniska startowały także myśliwce, by sprawdzić ogólny zasięg ognia. Nasz samolot kołował do startu, za chwilę odbił się od ziemi, zatoczył koło i ląd wyspy zniknął w oddali. Kiedy opuściliśmy terytorium Grecji, a potem Bułgarii, widoczność ograniczyła się do morza białych chmur. Pyrzowice przywitały nas lepką, deszczową pogodą…

I to już niestety koniec…


1 komentarz

Dodał: Maciek, March 20, 2008

Super relacja !!! :)

Komentarze w RSS

Dodaj komentarz