Knossos przywołuje na myśl mity greckie związane z Zeusem i Minotaurem. Kiedy podróżuje się po Krecie i widzi na własne oczy całe piękno tego najdalej na południe wysuniętego krańca Europy, trudno sie dziwić, że sam władca bogów narodził się właśnie na Krecie.
Kiedy przyjechaliśmy do Knossos, miłym zaskoczeniem był fakt dostępności darmowych parkingów.
Od razu było widać, iż jest to miejsce o wzmożonym ruchu turystycznym. Zaraz przy wejściu, po kupieniu biletów obsiadło nas stado różnojęzycznych przewodników.
Wyposażeni jednak w fachową wiedzę własną postanowiliśmy się ugościć w pałacu sami. Może nie usłyszeliśmy wielu ciekawostek, które “sprzedawali” tutejsi przewodnicy, ale chyba mała to strata zważywszy na to, że podobno większość z nich jest wyssana z palca. Z powodzeniem można zwiedzać pałac opierając się na przewodniku oraz na tym co jest napisane na tablicach.
W wypadku tablic jedyny warunek to znajomość angielskiego.
Chodziliśmy sobie własnym tempem i nikt nas nie zatrzymywał, ani nie poganiał. Ponieważ założenie jest dość duże (pałac zajmuje 75 ha, a tylko część jest udostępniona zwiedzającym), obejście całości zajęło nam bite dwie godziny. Muszę przyznać, że cykady nigdzie nie były tak głośne jak w Knossos!
Chociaż opinie co do tego czy warto czy nie warto zwiedzać to założenie pałacowe z czasów minojskich są podzielone, osobiście uważam że warto. To tak jakby będąc w Krakowie nie zobaczyć np. Wawelu. Oczywiście stopień rekonstrukcji wg pomysłu Artura Evansa jest mocno zaawansowany. Być może jednak dla tych, którzy potrafią puścić wodze fantazji jest wyznacznikiem tego jak mógł wyglądać w czasach swej świetności. Wydaje mi się, że bardziej atmosferę zakłócają tłumy różnojęzycznych turystów, którzy bywają głośni przewalając się grupami pomiędzy kamieniami.
Ani ja, ani Kuba nie byliśmy oczarowani pałacem, ale za to spotkaliśmy Minosa, który leżał leniwie w cieniu i dał się nawet pogłaskać po swoim miękkim kocim futerku.
Brak komentarzy...
Dodaj komentarz





Brak komentarzy